|
ORLEN Transport przekazał do użytkowania jeden ze swoich samochodów dziewczynce cierpiącej na niezwykle rzadką chorobę. Dzięki temu będzie mogła jeżdzić z mamą na rehabilitację.
O skradzionym samochodzie, którym jeździła mama Julki, siedmiolatki z Płocka chorej na rybią łuskę pęcherzową, prezes ORLEN Transport dowiedział się z "Gazety Wyborczej". Niemal od razu zapadła decyzja, że firma pomoże dziewczynce wypożyczając samochód z osobowej floty do czasu kiedy, Julka i jej mama nie dostaną pieniędzy z ubezpieczenia.
Prezes Mirosław Zubek tak skomentował decyzję o użyczeniu samochodu. - Historia Julki bardzo nas poruszyła. Szybko doszliśmy do wniosku, że jesteśmy w stanie pomóc i przekazać dziewczynce i jej mamie jedno z naszych aut. Tak, by mogło służyć im w każdej chwili. Staraliśmy się, by samochód odpowiadał potrzebom Julki - ma duży bagażnik i klimatyzację. Jest to nowy samochód, prosty i wygodny w użytkowaniu.
W ORLEN Trasnport szybko załatwiono niezbędne formalności i już w czwartek po południu wiceprezes firmy Leszek Piort-Krajecki osobiście przekazał kluczyki do auta mamie Julki.
Przypomnijmy historię skradzionego samochodu (źródło "GazetaWyborcza"):
"Mała Julia cierpi na bardzo rzadką, nieuleczalną chorobę - rybią łuskę pęcherzową. Każdy dotyk sprawia jej niezwykły ból, skóra pęka i odpada, na ciele tworzą się bolesne rany. Dziewczynka jeszcze jako malutkie dziecko przeszła zatrzymanie pracy nerek, wylewy do mózgu i sepsę, cierpi na retinopatię. Nigdy nie bawiła się w piaskownicy, nigdy nie miała własnego zwierzątka, trudność sprawia jej pisanie, malowanie. Każda wyprawa poza cztery ściany jej mieszkania stanowiła nie lada wyzwanie. Podróż autobusem stanowiła zbyt duże ryzyko. W grę nie wchodził także byle jaki samochód - bo dziewczynka musi podróżować w odpowiednich warunkach. Auto musi mieć klimatyzację (to ze względu na skórę), płaską tylną kanapę (Julia w czasie dłuższej jazdy musi leżeć), duży bagażnik (tak, by zmieścił się w nim jej wózek). Dlatego każda podróż - bliższa, do przedszkola, czy dalsza - np. do lekarza w Warszawie, była dla niej i dla jej mamy ogromnym problemem. Wszystko zmieniło się, kiedy mama Julki wywalczyła dofinansowanie w PFRON-ie, resztę pieniędzy dołożyli sponsorzy. I w grudniu ub.r. przed domem dziewczynki pojawiło się srebrne kangoo. Tylko że ktoś ukradł samochód Julii. Ani apele dziewczynki, ani policyjne poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Renault się nie znalazło.
Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcą pomóc dziewczynce - na wypadającą w dzień po kradzieży wizytę u lekarza w Warszawie zawieźli ją przedstawiciele firmy Vectra. Na kolejne tego typu wyprawy takie samo kangoo udostępni Julce i jej mamie płocki salon Renault. A taksówkarz Jan Rutkowski zadeklarował, że będzie woził Julkę - w miarę możliwości - codziennie do przedszkola."
Mimo pomocy życzliwych ludzi sytuacja, w której znalazła się chora dziewczynka i jej mama nie była do pozazdroszczenia. Czasami musiały one jechać do szpitala w nocy, bądź nad ranem. - W takich chwilach krępowałam się dzwonić do pana Jana. Jakoś nie miałam sumienia zrywać go ze snu. Ja jestem do tego przyzwyczajona, bo takie nagłe wyjazdy to dla mnie codzienność, w której obie żyjemy - wyjaśniała pani Elzbieta podczas rozmowy z wiceprezesem ORLEN Transport. - Dlatego pomoc z Państwa strony jest dla mnie nieoceniona. Bardzo dziękuję - mówiła mocno wzruszona mama Julki.
|